
Duchowe ego budzi się pierwsze. Przebudzenie przychodzi później i nie robi hałasu. Duchowe ego to ego, które nauczyło się języka Absolutu. Zamiast mówić „jestem lepszy”, mówi „jestem bardziej świadomy”. Zamiast „mam władzę”, mówi „ja już nie mam ego”. To wciąż ten sam mechanizm, tylko w białych szatach. Duchowe ego wie…..ma wglądy, ma nowe przekonanie. Pamięta momenty ciszy, ekstazy, jedności i buduje z nich tożsamość.
Zaczyna się subtelnie:
– ja już mam to czy tamto przepracowane…
– oni jeszcze śpią…
– to nie dla wszystkich…
Pojawia się delikatna granica – „ja” przebudzony i świat zły.
To jest dokładny moment, w którym duchowość została przejęta. A tam, gdzie jest granica, nie ma jeszcze PRAWDY. Prawdziwe przebudzenie to inteligencja Miłości. Takie przebudzenie, nie tworzy nowej tożsamości, ono rozpuszcza potrzebę jakiejkolwiek. Ono doświadcza bezwarunkowej Miłości…. I chce tylko JEJ. Nie mówi – jestem kimś, bo wie, że jest wszystkim.
W prawdziwym przebudzeniu nie ma centrum, które zbiera zasługi. Nie ma narratora, który osądza świat, jaki jest zły. Jest czyste kochające wiedzenie. Bez porównywania. Bez hierarchii. Bez walki z czymkolwiek. Dlatego prawdziwe przebudzenie nie ma fajerwerków, nie tworzy sensacji. Nie ma poczucia „jestem ponad”. Nie ma potrzeby nauczania, a jeśli się pojawia, nie pochodzi z potrzeby bycia kimś. Pochodzi z prowadzenia Serca, które prawdziwie chce SŁUŻYĆ całemu organizmowi.
Kluczowa różnica jest bardzo prosta, choć trudna do uchwycenia. Duchowe ego chce być widziane jako przebudzone. Prawdziwe przebudzenie, nie ma potrzeby bycia rozpoznanym, gdyż jest wewnętrznym zakochaniem. Duchowe ego boi się zniknąć. Prawdziwe przebudzenie – jest zgodą na całkowite zniknięcie obrazu siebie. Duchowe ego mówi: „ja” już wiem, kim jestem. Prawdziwe przebudzenie nie mówi nic. Bo nie ma już „kogoś” jest tylko jedność wszystkich.
Ego próbuje przeżyć własne rozpuszczenie – chce zabrać się ze sobą do Wieczności.
I teraz rzecz najważniejsza, bardzo ludzka…..
Duchowe ego nie jest błędem! Jest etapem. Moment przełomowy w Świadomości przychodzi, gdy widzisz swoje ego rozpoznaniem. I wtedy coś bardzo mięknie, bo odpada ostatni punkt oparcia, rozpuszcza się potrzeba kontroli, znika centrum, które chciało trzymać wszystko w ryzach.
Nie ma już „kogoś”, kto prowadzi życie. Jest tylko życie, które wydarza się samo. Bez ciebie właściciela, bez osobistego „ja”. A to, co pozostaje, nie jest pustką, jest bezgraniczną Obecnością, ciszą pełną sensu. Jest bezwarunkową Miłością Boga, która nie posiada, lecz przenika, nie rządzi, lecz obejmuje, niczego nie pożąda, gdyż wszystko w sobie zawiera. I w tej Miłości wszystko znajduje swoje miejsce. Światłość, która jest cichą, bezimienną, bez historii – Prawdą.
Na koniec, coś bardzo ludzkiego. Jeśli rozpoznajesz w sobie duchowe ego – to znak dojrzałości, nie porażki. Większość nigdy tego nie widzi….