
Po drugiej stronie – tam, gdzie czas przestaje mieć znaczenie – istnieje żywa, czująca, bardzo mądra i kochająca Istota. Nie jest oddzielona, a jednak wydaje się nieskończenie daleka. Nie mówi słowami, a jednak jej Obecność rozbrzmiewa wibracją głębszą niż jakikolwiek dźwięk. Ego stoi u jej progu jak strażnik zbudowany z cienia. Próbuje ją nazwać, próbuje ją zrozumieć. Próbuje ją posiąść, by móc powiedzieć „to ja”. Ale ta Istota nie należy do nikogo. Nie daje się uchwycić. Jest kochającym Światłem, którego nie można zamknąć w dłoni – im mocniej zaciskasz palce, tym bardziej znika. Ego, które żyje z napięcia, kontroli i oddzielenia, nie potrafi istnieć w jej Obecności.
Jeśli kierujesz się ambicją, nie połączysz się nią. Ambicja się rozgląda, porównuje, mierzy wysokość i odległość, liczy postępy i oczekuje nagrody. Ale jej Miłość nie mieszka na szczytach zdobytych wysiłkiem. Nie czeka na końcu drogi wyznaczonej przez pozyskanie. Ona pojawia się tam, gdzie znika potrzeba bycia kimś więcej niż się jest. Jeśli kierujesz się poczuciem wyższości, oddzielasz się od innych, budujesz niewidzialne mury, które dzielą od jej Miłości.
Miłość istnieje tylko tam, gdzie nie ma podziału między ludźmi. Tam, gdzie nikt nie stoi wyżej ani niżej, gdzie nie ma miejsca na porównania, każdy jest widziany w tej samej pełni. Jeśli w twoim Sercu pojawia się niechęć – nawet subtelna, ledwie zauważalna – wówczas jej przestrzeń się zamyka. Niechęć jest jak cień, który przesłania Światło. Miłość potrzebuje otwartości, miękkości, gotowości do zobaczenia drugiego bez obrony. Tam, gdzie pojawia się opór, Miłość cicho się wycofuje – nie z urazy, lecz z natury swojej delikatności. Miłość nie przychodzi do tych, którzy chcą ją zdobyć. Nie pojawia się u tych, którzy chcą nią zabłysnąć. Nie rodzi się tam, gdzie Serce jest napięte. Ona przychodzi wtedy, gdy rezygnujesz z walki z czymkolwiek. Gdy pozwalasz sobie i innym być niedoskonałymi.
Jest jak ciepły wiatr – nie można go złapać, ale można otworzyć okno. Jest jak Światło o świcie – nie można go przyspieszyć, ale można przestać zasłaniać zasłony. Jeśli więc kierujesz się ambicją, poczuciem wyższości czy niechęcią, twoje wysiłki będą próżne, by dotykać Miłości. Miłość nie pojawia się tam, gdzie Serce jest zamknięte napięciem. Ale kiedy łagodnie miękniesz wobec całości życia, gdy przestajesz stawiać siebie ponad lub poniżej innych – wtedy zaczynasz w swym Sercu robić dla niej miejsce.
Pozwalasz jej patrzeć twoimi oczami, i nagle widzisz łagodniej. Pozwalasz jej słuchać twoimi uszami, i słyszysz więcej niż słowa. Pozwalasz jej poruszać twoim Sercem, i pojawia się cicha, naturalna dobroć. Twoje gesty stają się spokojniejsze, słowa bardziej miękkie, a spojrzenie pełne zrozumienia. Pojawia się delikatna pewność, która nie wynika z wiedzy, lecz z głębokiego poczucia jedności ze wszystkim. I wtedy odkrywasz coś niezwykłego, ta kochająca Istota była zawsze. Czekała cierpliwie, aż pozwolisz jej siebie przejąć i przywrócić cię do Domu. Wtedy Bóg przestaje być pojęciem, a staje się doświadczeniem. Bo Miłość to sam Bóg….