Czujemy już nową, bardziej harmonijną rzeczywistość, która pragnie objawić się na Ziemi.
Czujemy ją, gdyż w pewien sposób już ją znamy.
Jest nam bliska…
Rozpoznajemy jej jakość, jej delikatność, jej jedność.
Jej sposób Istnienia oparty na Miłości, prawdzie, współdziałaniu i głębokim szacunku dla życia.
To właśnie tę rzeczywistość od tak dawna nosiliśmy w sobie i pragnęliśmy przynieść na Ziemię.
Dlatego nie jesteśmy niewykształceni Duchowo.
Nie jesteśmy zbyt młodzi Duchowo.
Nie jesteśmy przypadkowymi obserwatorami tego wielkiego procesu.
Zaczynamy pełnić rolę pionierów.
Wnosimy ze sobą wiele wewnętrznej mądrości, ciepła i współczucia w Sercu.
Przychodzimy z wewnętrzną pamięcią czegoś, co świat dopiero zaczynie sobie przypominać.
Wnosimy ze sobą mądrość, której nie potrafiliśmy ubrać w słowa.
Ciepło, które pojawia się w naszym spojrzeniu…
Współczucie, które nie pozwala nam przejść obojętnie obok drugiego człowieka.
Czucie jedności życia.
Wrażliwość na prawdę.
Potrzebę piękna i dobra.
Przybyliśmy tutaj z czystym i pięknym zamiarem.
Czasami samotni w tym, co czuliśmy i widzieliśmy.
Ponieważ przybyliśmy z czymś, na co czas na Ziemi jeszcze nie wydawał się dojrzały.
To, co dla nas było naturalne, dla innych wydawało się zbyt odległe.
To, co czuliśmy w Sercu, nie zawsze znajdowało słowa.
To, co chcieliśmy tworzyć, nie zawsze miało jeszcze swoją przestrzeń.
A jednak nie przestaliśmy siać…
W wielu momentach naszego życia zasiewaliśmy maleńkie nasiona; gestem dobroci, słowem, wyborem Miłości i Prawdy zamiast udawania, jedności zamiast podziału między nami.
Nie zawsze widzieliśmy, co z tych nasion wyrośnie.
Ale one pozostały w Ziemi.
I dzisiaj zaczynają pojawiać się pierwsze kiełki.
To właśnie z tych małych, często niewidocznych działań powstaje przestrzeń dla Nowej Ziemi.
Każdy akt Miłości, każdy wybór Serca, każda chwila, w której pozostaliśmy wierni temu, co naprawdę czuliśmy, pomagała przygotować miejsce dla tego czasu.
Dlatego dzisiaj coraz wyraźniej możemy poczuć swoją wewnętrzną siłę, jako spokojny przepływ, który zaczyna poruszać się przez całe ciało.
Jakby coś, co przez długi czas było uśpione, zaczynało się budzić.
I wraz z tym przebudzeniem pojawia się także ważne pytanie:
Jak mam żyć jako człowiek na tym świecie i jednocześnie nieść to, co przychodzi przeze mnie z innego świata?
To właśnie tutaj zaczyna się jeden z najważniejszych etapów naszej drogi.
Znalezienie równowagi pomiędzy naszym Świetlistym JA a zewnętrznym zadaniem.
Pomiędzy tym, czego potrzebuje nasze ciało i Serce, a wyzwaniami które niesie częstotliwość starego świata.
Bycie w służbie dla Światła nie oznacza rezygnowania z życia w świecie.
Oznacza coraz głębsze zanurzanie w siebie, by funkcjonować w równowadze jako wymiarowa Istota.
Która łączy w sobie wymiary przenikając je.
Balansując się wewnętrznie.
Przemieszczając się w sobie przez nie.
I w ten sposób po nowemu, funkcjonuje w świecie.
Dlatego, jeśli miałoby istnieć jedno najważniejsze przykazanie na ten czas, brzmiałoby ono DBAJ O SIEBIE.
Postaw swoje Światło na pierwszym miejscu.
Otul siebie opieką, cierpliwością i ciepłem.
Pozwól sobie odpocząć.
Pozwól sobie powiedzieć „nie”.
Pozwól sobie zwolnić.
Pozwól sobie odejść od tego, co już nie jest zgodne z tobą.
Pozwól sobie wybrać to, co naprawdę karmi twoje Serce i Duszę.
Ponieważ jesteś kanałem, poprzez który wysoka częstotliwość i jej poszerzona Świadomość może wyrażać się w świecie.
Jesteś przestrzenią, przez którą może przepływać Miłość, dobro, prawda, inspiracja i nowe sposoby funkcjonowania.
By twój kanał Światła był czysty i silny musisz troszczysz się o niego.
Nie możesz wnosić Światła innym, nie pozwalając, aby twoje własne Światło niknęło.
Bycie dbającym o siebie zaczyna się od jednego prostego aktu, poważnego traktowania własnych uczuć w Sercu.
Nie pozwól starej tożsamości ego odrzucać tego, co z głębi się wyłania.
To czego najbardziej teraz potrzebujesz, to przestać pytać świat – kim powinieneś być – i zacząć pytać siebie – Kim naprawdę Jestem?
Czego naprawdę pragnie moje Serce?
Co mnie porusza?
Co daje mi poczucie życia?
Co chciałbym wnieść tutaj, gdybym nie musiał niczego nikomu udowadniać?
I tutaj dotykamy również jednego z najgłębszych lęków człowieka.
Lęku przed niedostatkiem.
Lęku przed brakiem pieniędzy.
Brakiem bezpieczeństwa.
Brakiem materialnych środków.
Ale kiedy naprawdę zatrzymasz się przy tym lęku, możesz odkryć coś jeszcze głębszego.
Tak naprawdę nie chodzi o pieniądze.
Pod nimi jedynie ukrywa się pytanie:
Czy naprawdę wolno mi być sobą?
Czy mogę sobie zaufać?
Czy mogę pozwolić sobie na życie zgodne z moim Sercem?
Czy mogę uwierzyć, że istnieją dla mnie środki, kochający ludzie, możliwości i przestrzenie, które pozwolą mi rozkwitać?
Czy naprawdę wierzę, że życie może mnie wspierać?
Czy ufam podszeptom swojej Duszy nawet wtedy, gdy nie widzę jeszcze całej drogi?
To właśnie tutaj dokonuje się wewnętrzna przemiana.
Bo tym, co najczęściej nas zatrzymuje, nie jest świat zewnętrzny.
Zatrzymuje nas własny lęk.
Lęk przed przyjęciem swojej prawdziwej Istoty.
Lęk przed własną wielkością.
Lęk przed tym, że kiedy naprawdę staniemy się sobą, nasze życie zacznie wyglądać zupełnie inaczej.
A przecież nie przyszliśmy tutaj po to, by swoje życie i siebie dopasowywać się do tego, co już istnieje.
Przyszliśmy po to, aby tworzyć to, czego jeszcze nie było.
Dlatego nie bój się swojej inności.
Nie bój się swojej wrażliwości.
Nie bój się tego, że czujesz więcej, widzisz głębiej i pragniesz świata opartego na innych wartościach.
Bo to, co kiedyś było powodem twojego poczucia oddzielenia, jest dziś jednym z największych darów, które masz przynieść światu.
Zacznij więc od siebie…
Nie musisz naprawić świata.
Nie musisz uratować wszystkich.
Nie musisz nieść wszystkiego.
Najpierw wróć do własnego Serca.
Nakarm je…
Uspokój…
Otul…
Usłysz…
A potem pozwól, aby z tej przestrzeni zaczęło wypływać wszystko czym Jesteś.
Wtedy otwiera się przestrzeń, w której pojawia się PRAWDZIWE Życie.
Odkryjesz, że obfitość nie zaczyna się od tego, co posiadasz.
Zaczyna się od tego, czy pozwalasz sobie otrzymywać.
Czy pozwalasz sobie przyjąć Miłość…
Jej wsparcie i bliskość…
Jej szczęśliwość i odpoczynek…
Jej możliwości i piękno…
Wszystko to, czego potrzebujesz, aby rozkwitać.
Nie musisz zasługiwać na życie poprzez nieustanne poświęcenie.
Nie musisz być zmęczony, aby być wartościowy.
Nie musisz cierpieć, aby udowodnić, że naprawdę służysz Światłu.
Służysz poprzez swoją pełnię…
Poprzez spokojne życie…
Poprzez tworzenie…
Poprzez Miłość do siebie…
To jest teraz jednym z najważniejszych kroków naszego przebudzenia – przestać od siebie wymagać, a zacząć siebie słuchać!
Bo kiedy poddajesz się Miłości, zaczynasz wracać do swojej Mocy.
Zaczynasz BYĆ trwając w Świetlistej Obecności.
I wtedy to, co nosiłeś w sobie od tak dawna, może wreszcie zacząć poprzez ciebie istnieć na Ziemi.
Zajrzyj więc w głąb siebie!
Tam znajdziesz swoją Prawdę.
Tam znajdziesz swoją siłę.
Tam znajdziesz swoją drogę…
Tam, pod wszystkimi lękami, oczekiwaniami i rolami, które przyjąłeś po drodze, jesteś TY…
Czysty.
Prawdziwy.
Żywy.