Życie w przepływie…

Życie w Przepływie…Rzeki Boskiej Miłości…
Zanim wypowiedziałeś swoje pierwsze słowo, Ona już płynęła.
Zanim poznałeś swoje imię, zanim pojawiła się granica między „mną” a „światem”, zanim nauczyłeś się mówić „moje” i „twoje” – Rzeka już była.

Nie narodziła się wraz z tobą i nie odejdzie wraz z tobą.
Płynie od początku, którego nie potrafisz sobie wyobrazić,
ku końcowi, którego nie możesz jeszcze zobaczyć.

A jednak jej źródło nie znajduje się ani przed tobą, ani za tobą.
Jej źródło jest w głębi twojego Istnienia.
Jest tym niewidzialnym nurtem, który podtrzymuje każdy oddech, porusza każdą komórkę, budzi każde Serce i sprawia, że Życie wciąż wybiera Życie.

Nazywano Ją na przestrzeni wieków różnymi imionami…
Duchem Świętym
Tchnieniem Boga
Boskim Światłem
Łaską
Praną
Chi
Świętą Energią
Kosmiczną Inteligencją
Pole­m Życia

Lecz wszystkie imiona są jedynie palcami wskazującymi na tajemnicę.
Żadne słowo nie może Jej objąć.
Bo Rzeka jest starsza niż wszystkie słowa.
A ty jesteś jej częścią.
Nie obserwatorem.
Nie kimś stojącym na brzegu.
Jesteś wodą tej Rzeki.

Przez całe życie próbowałeś być osobną Istotą, niezależną wyspą pośród nieskończonego oceanu Istnienia.
Budowałeś granice.
Tworzyłeś historie o sobie.
Mówiłeś:
To jestem ja.
To jest moje życie.
To ja muszę wszystko zrobić.
To ja muszę wiedzieć.
To ja muszę kontrolować.

A Rzeka milczała.
Pozwalała ci próbować.
Pozwalała ci błądzić.
Pozwalała ci walczyć z własnym nurtem.
Aż pewnego dnia zmęczyłeś się.

I wtedy, po raz pierwszy, usłyszałeś coś, czego nie można usłyszeć uszami.
Cichy głos głębi.
Nie mówił słowami.
Mówił obecnością.
I powiedział:
Puść…

Puść to, co już się skończyło.
Puść potrzebę poznania całej drogi.
Puść przekonanie, że musisz samotnie unieść ciężar swojego Istnienia.
Puść walkę z tym, czego nie możesz zmienić.
Puść nawet potrzebę zrozumienia Mnie.
Bo dopóki próbujesz Mnie zrozumieć, pozostajesz na powierzchni.

Zanurz się…
Tam, gdzie kończą się słowa.
Tam, gdzie umysł przestaje stawiać pytania.
Tam, gdzie nie musisz już niczego udowadniać.
Tam jestem.

Rzeka przemawia poprzez poruszenia twojego Serca.
Nie zawsze przychodzi jako wielkie objawienie.
Częściej jest prawie niezauważalna.
Jest spokojem.
Jest przeczuciem.
Jest łzą, która pojawia się bez powodu.
Jest człowiekiem spotkanym dokładnie wtedy, kiedy był potrzebny.
Jest drzwiami, które nagle się otwierają.
Jest także drzwiami, które nie chcą się otworzyć, choć tak bardzo na nie naciskasz.

Jest słowem, które słyszysz przypadkiem, a które pozostaje w tobie przez lata.
Jest wewnętrznym impulsem:
idź…

Albo:
zatrzymaj się

Albo:
wybacz

Albo:
kochaj

Albo:
zaufaj

To są małe fale na powierzchni Wielkiej Rzeki.
A ty uczysz się je rozpoznawać.
Nie wszystko, co pojawia się w twoim umyśle, jest głosem Rzeki.
Nie każda myśl jest prowadzeniem.
Nie każdy impuls jest prawdą.

Dlatego uczysz się słuchać.
Bo tylko w ciszy możesz zacząć rozróżniać szum własnego lęku od subtelnego ruchu Łaski.
Lęk krzyczy.
Kontrola naciska.
Ego żąda natychmiastowej odpowiedzi.

Łaska często szepcze…
Nie zmusza.
Nie grozi.
Nie potrzebuje przekonywać.
Jest spokojna.
Jest głęboka.
Jest cierpliwa.
I kiedy przychodzi, coś w tobie rozpoznaje ją wcześniej, niż umysł zdąży ją nazwać.

Twoje życie nie jest przypadkowym zbiorem wydarzeń.
Jest rzeką spotkań.
Każdy człowiek, którego spotykasz, dotyka w jakiś sposób twojej podróży.
Jedni przychodzą, aby cię otworzyć.
Inni, aby pokazać ci ranę, której jeszcze nie uzdrowiłeś.
Jeszcze inni pojawiają się tylko na chwilę – jak Światło odbite w wodzie – pozostawiając jednak ślad, którego nie potrafisz wymazać.
Nie musisz rozumieć wszystkich spotkań.
Niektóre tajemnice dojrzewają dopiero po latach.

Czasem dopiero patrząc wstecz, zauważasz:
To musiało się wydarzyć.
Nie dlatego, że wszystko było łatwe.
Nie dlatego, że wszystko było dobre.
Lecz dlatego, że nawet przez trudne doświadczenia mogłeś zostać poprowadzony głębiej…ku sobie, ku prawdzie, ku Miłości.

Największa tajemnica jest jednak jeszcze głębsza.
Nie chodzi o to, że Bóg prowadzi cię przez Rzekę.
Chodzi o to, że Rzeka i Bóg nie są od ciebie oddzieleni.

To, czego szukasz daleko, jest bliżej niż twój następny oddech.
To, za czym tęsknisz, jest ukryte w samej głębi ciebie.
To, co nazywasz „drogą do Boga”, w pewnym momencie odsłoni się jako przebudzenie do tego, że nigdy nie byłeś poza Jego obecnością.
Nigdy nie było chwili, w której Rzeka przestała płynąć.
Były tylko chwile, w których zapomniałeś, że w niej jesteś.

Dlatego nie musisz stawać się kimś innym, aby zasługiwać na Miłość.
Nie musisz być doskonały.
Nie musisz najpierw naprawić całego swojego życia.
Nie musisz osiągnąć żadnego szczególnego stanu.
Rzeka nie czeka, aż staniesz się godny.
Ona płynie…
Przez twoje Światło.
Przez twoje cienie.
Przez twoje zwycięstwa.
Przez twoje upadki.
Przez to, co w sobie kochasz, i przez to, czego jeszcze pokochać nie potrafisz.
Nic nie jest poza zasięgiem Łaski.

A kiedy przestajesz walczyć z nurtem, zaczyna się coś niezwykłego.
Nie stajesz się bierny.
Przeciwnie.
Stajesz się bardziej obecny.
Twoje działania zaczynają wypływać z głębi zamiast z powierzchni.
Twoje słowa stają się prostsze.
Twoje „tak” staje się prawdziwsze.
Twoje „nie” staje się spokojniejsze.

Przestajesz kurczowo trzymać się tego, co odpływa.
Zaczynasz dostrzegać to, co przypływa.
I odkrywasz, że poddanie nie jest rezygnacją.
Poddanie jest zaufaniem.
Jest otwarciem dłoni.
Jest powiedzeniem:
Nie wiem wszystkiego.
Nie muszę wiedzieć wszystkiego.
Jestem gotów słuchać…

A wtedy Rzeka zaczyna być odczuwana inaczej.
Nie jako coś „tam”.
Lecz jako coś „tu”.
W oddechu.
W Sercu.
Między jednym uderzeniem Serca a drugim.
W spojrzeniu drugiego człowieka.
W świetle poranka.
I w nocy.
W samotności.
W bólu.
W narodzinach.
W śmierci.
W początku.
I w końcu.
Wszystko jest zanurzone w Niej…

I pewnego dnia dojdziesz do miejsca, w którym przestaniesz pytać:
dokąd prowadzi mnie Rzeka?
Bo zrozumiesz, że najważniejsze pytanie brzmiało inaczej:
czy jestem gotów pozwolić, aby przeze mnie płynęła?

Wtedy przestajesz być żeglarzem walczącym z oceanem.
Stajesz się częścią oceanu.
Przestajesz szukać znaków wszędzie wokół.
Zaczynasz rozpoznawać Świętość w tym, co jest.
Przestajesz błagać o obecność Boga.

Zaczynasz ją zauważać.

I wtedy wszystko staje się modlitwą.
Oddech staje się modlitwą.
Spotkania stają się modlitwą.
Samo Istnienie staje się modlitwą.

Masz zrozumienie, że Rzeka Boskiej Miłości nie prowadzi cię dokądś.
Prowadzi cię głębiej…
Głębiej niż twoje imię.
Głębiej niż twoja historia.
Głębiej niż twoje lęki.
Głębiej niż twoje pragnienia.
Głębiej niż obraz, który stworzyłeś o sobie.

A kiedy zanurzysz się wystarczająco głęboko, wydarza się największe rozpoznanie:
Nie musisz odnaleźć Rzeki.
Musisz tylko przypomnieć sobie, że nigdy z niej nie wyszedłeś.
Jest w tobie teraz…
I będzie płynąć, nawet gdy twoje imię przestanie być wypowiadane.
Rzeka Boskiej Miłości…
Bez początku.
Bez końca.
Bez granic.
I TY zanurzony w Niej od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *